Coco Boutique – siła kobiet

04.03.2021

Rozmowa z właścicielkami dwóch bliźniaczych butików znajdujących się przy jednej poznańskiej ulicy – Iwoną i Anetą – matką i córką – o fascynacji modą, dobrym stylu i chęci zaoferowania czegoś więcej…

 

 

Czy można powiedzieć, że historia Coco Boutique zaczyna się w początkach XX wieku w Berlinie?

Iwona: (śmiech) Myślę, że tak bo aż do 1925 roku moja prababcia Cecylia mieszkała w Berlinie i wraz z mężem prowadziła dobrze prosperujący zakład krawiecki. Zatrudniali 9 szwaczek, firma była świetnie wyposażona w maszyny, klientów nie brakowało…

 

Czyli to po pradziadkach odziedziczyłaś modowy dryg?

I: Być może. Bardziej prawdopodobne jednak, że to babcia, którą świetnie pamiętam i która również zajmowała się krawiectwem, miała na mnie największy modowy wpływ. Była prawdziwą damą z doskonałym wyczuciem stylu. W swoim stroju zawsze miała wszystko dobrze dobrane, nic nie było przypadkowe – torebka, buty, apaszka, korale… Do ubioru przywiązywała ogromną wagę.

Aneta: A ja zainteresowanie modą wyssałam po prostu z mlekiem matki (śmiech)

 

Sklep przy ul. 23 Lutego prowadzisz już bardzo długo…

I: Tak, pod koniec lat 90-tych w miejscu dzisiejszego Coco Classique sprzedawałyśmy bieliznę. Ten sklep działał do 2011 roku kiedy to idąc śladem córki zamieniłam sprzedaż bielizny na sklep z odzieżą. Co ciekawe, często przychodzą do nas klientki, które dobrze pamiętają poprzedni sklep…

 

Czyli Coco Boutique córki powstał przed Coco Classique mamy?

A: Dokładnie tak! Pocztą pantoflową mama dowiedziała się, że przy 23 Lutego zwalnia się lokal po drogerii. Nie zastanawiając się długo zdecydowałam się otworzyć w tym miejscu butik z damską odzieżą.

 

Jak to się stało, że zdecydowałaś się akurat na butik?

A: Będąc jeszcze w liceum pomagałam mamie w jej sklepie z bielizną. Nieco później, podczas stypendium w Hiszpanii, w wolnym czasie odwiedzałam tamtejsze małe butiki mieszczące się w wąskich uliczkach Madrytu, Toledo czy Valladolid. Wydając w nich na ciuchy połowę stypendium, zakiełkował pomysł o otwarciu czegoś podobnego w Poznaniu. Decyzja o porzuceniu pracy jako lingwistka, zgodnie z wykształceniem, dojrzewał dwa lata. Zainteresowanie modą, doświadczenie zdobyte u mamy i łut szczęścia przekonały mnie by zaryzykować i spróbować własnych sił w branży odzieżowej. W ten sposób w kwietniu 2011 roku powstał Coco Boutique.

 

A Coco Classique?

I: Około trzy miesiące później. To była szybka decyzja. Sprzedaż bielizny spadała, Coco Boutique zdobywał nowe klientki.

A: Pomysłem było takie połączenie dwóch sklepów by mógłby ubrać się u nas różne osoby, np. mama z córką, wnuczką z babcią, koleżanki o trochę innym stylu. Przy podziale Coco Boutique / Classique każda kobieta znajdzie coś dla siebie. Panie preferujące klasyczny styl w pierwszej kolejności zaglądają do Coco Classique, te poszukujące większej swobody w stylizacji – Coco Boutique. Staramy się uzupełniać i z każdym dniem przekonujemy się, że to dobry kierunek.

 

Skąd wziął się pomysł na nazwę?

A: Rzeczy, które nam się najbardziej podobają, które są klasyczne, których szukamy, inspirowane są Coco Chanel. Garnitury, koszule, biało-czarne paski, mały żakiet. Po prostu Coco. Nazwa nie mogła być inna.

 

Mamy mnóstwo sklepów z odzieżą, dostęp do dużej ilości rzeczy… tymczasem trudno ubrać się by wyglądać dobrze?

A: Dobrze wyglądamy gdy rzeczy, które nosimy pasują do siebie. W Coco staramy się realizować ideę szafy kapsułowej polegającej na tym by tak dobierać elementy garderoby by stworzyć z nich jak najwięcej stylizacji. Zresztą, Twój sklep mamo, jest idealnym przykładem – pomimo niewielkiej powierzchni można tam skomponować mnóstwo zestawów i w każdym dobrze wyglądać.

I: Tak, w sieciówce można się poczuć zagubionym i przytłoczonym ilością rzeczy. U nas wybór jest dużo łatwiejszy. Poza włoskimi markami, większość rzeczy, które mamy w Coco jest szyta w Polsce i pod względem jakości bije na głowę całą odzież sieciówkową. W ciągu kilku ostatnich lat nasze rodzime szwalnie zrobiły ogromny jakościowy skok. Jako klientki stajemy się bardziej wymagające i polskie marki stanęły na wysokości zadania dostarczając nam rzeczy doskonale odszyte z bardzo dobrych materiałów.

 

Czy to jest największą siłą Coco?

I: Tak, stawiamy przede wszystkim na ładne wzory, dobry materiał i ponadprzeciętną obsługę.

A: To, że mamy fajne rzeczy – wiadomo (śmiech), ale jedną z dwóch najważniejszych rzeczy jest dla mnie nasz zespół. Potrafimy doradzić w opracowaniu stylizacji, a klientki nie są anonimowe i nasze relacje często wykraczają poza powszechnie rozumianą relację sprzedawca-klient.

Równie ważna jest częsta zmiana kolekcji.

 

 

Dlaczego?

A: Dla kobiet bardzo ważne jest by wyglądać inaczej niż koleżanki. Jako mężczyzna możesz tego nie zrozumieć, ale przyjście do pracy i spotkanie tak samo ubranej koleżanki to sytuacja bardzo niepożądana… bardzo! W Coco mamy częstą rotację kolekcji więc szanse na trafienie tej samej rzeczy są po prostu bardzo małe. Na tym polu mamy ogromną przewagę nad sklepami sieciowymi i skrzętnie z niej korzystamy.

I: Oczywiście mamy też rzeczy, które pojawiają się u nas regularnie, ale najczęściej są to te, które stanowią bazę do stylizacji lub są uwielbiane przez klientki…

A: …jak na przykład spodnie dresowe. Gdy jedna para się zużyje, klientki przychodzą po następną.

I: Spodnie dresowe, które jak dres nie wyglądają – możesz założyć je do sportowego obuwia ale równie dobrze też do eleganckiego.

A: Albo rzeczy całoroczne jak np. sukienki, które zimą nosimy z grubymi rajstopami i kozakami narzucając sweter, wiosną zakładamy kurtkę, a latem tylko klapki, chwytamy koszyk w rękę i stylizacja gotowa.

 

Widzę, że lubicie bawić się modą, rozmawiać o niej, widzę silną więź między matką i córką, z jednej strony młodość i fantazję, z drugiej dojrzałość i doświadczenie… Jednym słowem widzę siłę kobiet w Coco!

A: Dokładnie tak! Wraz z mamą stanowimy trzon zespołu, ale w sumie jest nas 5 kobiet. Najciekawsze jest to, że poza nami jest w Coco jeszcze jeden tandem matka-córka.

 

Naprawdę?!

A: Tak, w Coco Boutique pracuje Magda, a Krysia, jej mama – w Coco Classique. To w ogóle ciekawa historia, bo Magda i Krysia były najpierw naszymi klientkami…

I: A Basia z kolei (Coco Classique – przyp. red.) to moja przyjaciółka, z którą znam się od lat…

A: To duże szczęście mieć wokół sobie tak świetny zespół…

 

Z naszej rozmowy wynika, że Wasza fascynacją modą jest siłą napędową obu butików Coco. A co sprawia Wam w pracy najwięcej satysfakcji?

I: Uwielbiam gdy klientka wychodzi ze sklepu zadowolona. Nie ma nic lepszego niż dojrzenie tego błysku w oku, szczerej radości i świetnego samopoczucia.

A: Nie mogę nie zgodzić się z tym co powiedziała mama. Dodam jedynie, że będąc w Coco w ogóle nie czuję się jakbym byłą w pracy. Dobieranie kolekcji, opracowywanie stylizacji to jest coś co po prostu bardzo lubię robić i cieszę się, że mogę ciągle „zarażać” klientki moją pasją.

 


Podziel się artykułem

Facebook Twitter Wyślij mailem


Powrót do listy artykułów